|
|
Ubezpieczenia społeczne przed 1999
rokiem
Do 31 grudnia 1998
r. obowiązywała w Polsce ustawa z dnia 25 listopada 1986 r. o
organizacji i finansowaniu ubezpieczeń społecznych. System ubezpieczeń
społecznych oparty był na zasadzie pay as you go ( system
redystrybucyjny). Składki, które pracodawca płacił za swoich
pracowników, trafiały do Zakładu Ubezpieczeń społecznych wypłacającego
z nich świadczenia aktualnym beneficjantom systemu – emerytom,
rencistom, osobom pobierającym zasiłki chorobowe, macierzyńskie i
inne.
Do 1981 r. comiesięczna składka na
ubezpieczenie społeczne wnoszona przez zakłady pracy do ZUS-u wynosiła
25% wynagrodzenia. Nie wystarczała jednak na wypłatę świadczeń dla
emerytów i rencistów, dlatego też stopniowo ją powiększano. Pod koniec
lat osiemdziesiątych wzrosła do 38%. W następnych latach wysokość
składki ukształtowała się na poziomie 45%, była jedną z najwyższych w
Europie, a nawet na świecie. Obowiązująca składka na ZUS w wysokości
45% nie była przeznaczona dla pracowników, którzy ją opłacają, ale dla
osób, które w danej chwili pobierają świadczenia. Obrazowo można to
porównać do wielkiej szafy, w której przechowywano prawie połowę
uposażenia brutto każdego pracownika. W szafie nie było żadnych półek
czy szuflad, więc wszystkie pieniądze leżały na jednej kupce. Szafę
następnie opróżniano, a pieniądze z niej przeznaczano na świadczenia
dla prawie 9 milionów (7 mln byłych pracowników i 2 mln byłych
rolników) emerytów i rencistów w Polsce. Jednak zawartość wielkiej
szafy nie była wystarczająca dla wszystkich, którym te świadczenia
przysługiwały. Dlatego co roku Skarb Państwa musiał wspomagać Zakład
Ubezpieczeń Społecznych i Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego
ogromnymi dotacjami, stanowiącymi kilkanaście procent budżetu państwa.
W 1995 r. było to 16 mld nowych złotych, co stanowiło ok. 17%
wszystkich wydatków budżetu państwa. Bez zmiany systemu, w roku 2020
sytuacja byłaby już dramatyczna. Składka ZUS musiałaby wynosić aż 70%
wynagrodzenia!
W ostatnich latach na jednego emeryta
czy rencistę przypadało około dwóch pracowników. Dlatego nawet tak
wysokie składki na ZUS nie wystarczają na bieżące wypłaty świadczeń
emerytalno-rentowych.
Proporcje te mogły w każdej chwili ulec
pogorszeniu i system ubezpieczeń mógł po prostu zbankrutować.
Przyczyną takiego stanu rzeczy są przede wszystkim tendencje
demograficzne. Z jednej strony podobnie jak w większości państw
występuje ujemny przyrost naturalny, w Polsce za przykładem państw
zachodnich zaczyna dominować model rodziny z jednym dzieckiem. Z
drugiej strony postęp w medycynie jest tak ogromny, że choroby uważane
przez wieki za śmiertelne, stały się uleczalne, przez co wydłuża się
przeciętny czas życia, a co za tym idzie, okres pobierania emerytury.
Biorąc pod uwagę powyższe argumenty,
niezbędne było zreformowanie systemu ubezpieczeń społecznych.
Konieczne było wprowadzenie systemu emerytalnego, gdzie wysokość
przyszłego świadczenia uzależniona byłaby w większym stopniu od tego,
ile dany pracownik uzbierał przez okres pracy zawodowej. System
redystrybucyjny bez wsparcia systemu kapitałowego generowałby stale
zwiększający się deficyt, którego państwo w pewnym okresie nie mogłoby
już udźwignąć.
Istniała słuszna obawa, że zmiana na
system funduszowy spowoduje jeszcze większą lukę, ponieważ młodzi
pracownicy będą odkładać na swoją emeryturę, a nie na świadczenia
ludzi, którzy właśnie osiągają wiek emerytalny. Założono więc, że
powstałą lukę można będzie zapełnić wpływami z prywatyzacji. Nie można
z całą pewnością powiedzieć, że nowy system oparty w dużej części na
prywatnych funduszach emerytalnych zdoła oprzeć się niepokojącym
tendencjom demograficznym i zapewnić nam godne uposażenie po
zakończeniu pracy zawodowej. Jednak z pewnością miał być on w większym
stopniu przystosowany do nowych warunków, a poza tym w swoich
założeniach jest bardziej sprawiedliwy. W starym systemie nie było
progu, powyżej którego nie trzeba by było płacić składki na ZUS.
Świadczenia były także dosyć spłaszczone, dzięki czemu osoby z wyższym
uposażeniem wcale nie miały proporcjonalnie wyższych emerytur.
Członkowie funduszy emerytalnych dostaną emeryturę w wysokości
zależnej od wpłaconych składek – im więcej ktoś będzie pracował i
odkładał na przyszłość, tym wyższą będzie miał emeryturę. Nawet
zreformowany filar pierwszy, oparty na zasadzie pay as you go
posługuje się teraz indywidualnymi kontami (czyli „półkami w wielkiej
szafie”) pracowników, dzięki czemu wysokość przyszłej emerytury jest w
większym niż dotychczas stopniu uzależniona od wysokości składek.
W obowiązującym do 31 grudnia 1998 r.
systemie, wiele grup zawodowych miało swoje własne, odrębne przepisy
dotyczące ich zabezpieczenia emerytalnego. Założeniem reformy było
ujednolicenie tych zawartych w różnych aktach prawnych regulacji.
Niezbędne jest jednak utrzymanie pewnych przywilejów branżowych,
związanych chociażby z wcześniejszym okresem przechodzenia na
emeryturę ze względu na trudne warunki pracy. Mają temu służyć tzw.
emerytury pomostowe, czyli świadczenia wypłacane po zakończeniu
kariery zawodowej, a przed uzyskaniem prawa do emerytury. Również
odmienne zasady otrzymywania emerytury w zreformowanym systemie
dotyczą prokuratorów, reforma nie dotyczy również rolników.
Stary system niesprawiedliwie
wynagradzał jedne grupy zawodowe kosztem innych, nadmiernie obciążał
pokolenia czynne zawodowo pobierając od pracodawców potężne składki na
ZUS. Jednak mimo tych mankamentów, miał dla emerytów jedną ważną
zaletę, a mianowicie odporność na załamania gospodarcze i skutki
długofalowej inflacji. Waloryzowana odpowiednimi wskaźnikami
emerytura, mimo hulających dookoła ekonomicznych i politycznych
zawieruch, wciąż utrzymywała swoją wartość. Nowy system ma wbudowany
„mechanizm odpornościowy”, ale łączy go z mechanizmem ekonomicznym.
Wspiera się on nie na jednym, a na trzech – obowiązkowych i
dobrowolnych – filarach. |